Od przecieków można się uzależnić Stało się normą, że dziennikarz śledczy nigdy nie poczuwa się do winy. Nawet, gdy przegra w sądzie.
Na stronie internetowej Fundacji im. Stefana Batorego ukazał się komunikat, iż kończy swój żywot prestiżowy konkurs tej organizacji p.t. „Tylko ryba nie bierze?”, którego celem było wsparcie rozwoju dziennikarstwa śledczego w Polsce. Kapituła konkursu nie podaje wprost przyczyny, choć można się domyśleć, że nie chodzi o względy finansowe. Poważne nagrody dla zwycięzców konkursu były finansowane przez ambasadę amerykańską, Fundację Batorego i Fundację Wspomagania Wsi.
(czytaj dalej)
|
|
W blasku kamer Na tropicieli czekają laury. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich ustanawia m. in. Nagrodę Wolności Słowa, przyznawaną za „publikowanie w obronie demokracji i praworządności, demaskowanie nadużyć władzy, korupcji, naruszania praw człowieka i obywatela”. Jako jedni z pierwszych otrzymują ją Piotr Najsztub i Maciej Gorzeliński za artykuł „Korupcja w poznańskiej policji” o komendancie Smolarku. Uzasadnienie: „Za modelowy przykład skutecznej i odważnej akcji dziennikarskiej w obronie praworządności”.
|
|
Plewy od ziarna Większość byłych prominentów skompromitowanych w czołowych gazetach wysłała do redaktorów naczelnych sprostowania, a gdy nie doczekali się druku, poszli z pozwami do sądu.
Nikt z nich nie przypuszczał, że będą się dobijać sprawiedliwości przez długie lata. I że nie wszystkie poniesione z tego powodu straty będą do odrobienia.
Deszczyńskiemu np. na skutek ogłoszenia go łapownikiem, upadła firma, w której był udziałowcem. Jeszcze nie tak dawno człowiek sukcesu, z licznymi kontaktami biznesowymi za granicą, długo nie mógł znaleźć pracy. Po serii artykułów w czołowym dzienniku wielu znajomych odwróciło się od niego. Żona, z zawodu notariusz, straciła klientów. Ich dzieci szykanowano w szkole. Komendant Smolarek zmuszony do odejścia z policji, już do niej nie wrócił. Wielkanowski przez siedem lat nie miał prawa założenia togi sędziowskiej.
|
|
Jak nie kijem, to pałką W starciu z naszymi dziennikarzami śledczymi nie ma wygranych, nawet gdy pomówieni dobiją się oczyszczającego ich wyroku w sądach. Po pierwsze, tego rodzaju procesy kończą się po wielu latach. Nim dojdzie do prawomocnego wyroku, straty pomówionych zazwyczaj są nie do odrobienia – utracili prestiżowe stanowiska, w opinii publicznej utrwalili się jako symbole korupcji na wysokich szczeblach władzy. Często nazwisko pomówionego latami służy publicystom do podpierania tezy o przestępczości w partii politycznej, z którą był kojarzony.
|
|
Po odłożeniu słuchawki – dymisja Do niedawna skuteczność siły rażenia dziennikarstwa śledczego potęgowała zawodową solidarność. Większość z opisanych tu tematów następnego dna po opublikowaniu w macierzystej redakcji był wyeksponowany również w innych dużych mediach o podobnej orientacji politycznej.
Bodaj jeden raz doszło do chwilowego zgrzytu w tym środowisku po skandalu wywołanym artykułem śledczym „Gazety Wyborczej” „Gang w Komendzie Głównej”. Stwierdzono w nim, że wysocy oficerowie Komendy Głównej Policji współpracują z gangsterami napadającymi na tiry.
|
|
|