DZIENNIKARZE KONTRA SĘDZIOWIE

Poprzednia władza podżegała media do ataku na wymiar sprawiedliwości. Świadczy o tym sprawa Sakiewicza.

Warszawski sąd zdenerwował się na Tomasza Sakiewicza redaktora naczelnego Gazety Polskiej i nakazał policji osadzenie go w areszcie na 48 godzin przed wyznaczoną rozprawą, aby mogła się odbyć z udziałem oskarżonego. Sąd zastosował art. 382 kpk, mówiący o możliwości zatrzymania osoby, która nie stawiła się na rozprawę bez usprawiedliwienia. Dziennik Rzeczpospolita a także Centrum Monitoringu Prasy i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich podniosły alarm: oto jesteśmy świadkami zamachu na wolność słowa. Sakiewicz zapowiedział wielką demonstrację 13 grudnia br. pod warszawskim gmachem sądu.

Plany naczelnemu Gazety Polskiej pokrzyżowała TVN wycofując się z procesu karnego o zniesławienie. Stacja chce dochodzić swoich racji w procesie cywilnym, bowiem, jak wyjaśnia w komunikacie, „sankcja o doprowadzeniu oskarżonych na rozprawę jest przez nich cynicznie wykorzystywana do ataku na sąd i próby wykreowania się w mediach na męczenników walczących w obronie wolności słowa”.

Putinacja

TVN oskarża Tomasza Sakiewicza i jego zastępczynię Katarzynę Hajke za tekst w „WSI na wizji”, gdzie stwierdzono, że Milana Subotić sekretarz programowy TVN, który zdaniem Gazecie Polskiej współpracował z wojskowymi służbami PRL, a po roku 1989 r. – z WSI, doradzał przy akceptacji programów publicystycznych stacji, m. in. w programie „Teraz My”, gdzie ujawniono tzw. taśmy Renaty Beger.

Na rozprawę przed Sądem Rejonowym Sakiewicz nie stawił się, bo jak tłumaczył jego adwokat, przebywał zagranicą na weselu przyjaciół.

Decyzja sądu oceniona nawet przez powoda – kierownictwo TVN – jako zbyt rygorystyczna była zdaniem Jarosława Kaczyńskiego skandalem, dowodem na „putinację” PO. – PiS będzie monitorował takie sytuacje – zapowiedział na specjalnie zorganizowanej w tym celu konferencji prasowej prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Na tak spektakularnie okazywane poparcie dla Tomasza Sakiewicza jako ofiary sądownictwa zareagowała sędzia Teresa Romer prezes Iustitii Stowarzyszenie Sędziów Orzekających: – Sytuacja, w której urzędujący premier (był to ostatni tydzień rządów PiS – HK) kwestionuje niezawisłość i bezstronność sądów zarzucając im działanie na polityczne zlecenie, budzi najwyższy niepokój. Nie wykluczam podjęcia kroków prawnych związanych z ochroną dóbr osobistych stanu sędziowskiego”.

Gazeta Polska miała na to jedną odpowiedź: – Polskim sądownictwem rządzą patologiczne układy, co wielokrotnie stwierdzaliśmy na naszych łamach. Ostatnio w artykule p.t. „Sędziowska Camorra” Grzegorza Wierzchołowskiego, który ukazał się na kilka dni przed rozprawą w sądzie Sakiewicza.

Oto, co pisze autor:

„Polskim sędziom bliższa jest niż krwawa sycylijska Cosa Nostra neapolitańska Camorra. W mafii tej, jak w naszych sądach, o wszystkim decydują bowiem trzy czynniki: więzy rodzinne, pozycja w lokalnej sitwie, oraz znajomość sztuczek prawnych.(…) Fakty są nieubłagane: sądownictwo w Polsce rozpada się pod ciężarem korupcji, nepotyzmu, bezprawia i niekompetencji. (…). Metafora mafijna przestaje być przenośnią i zmienia się w kryminalną rzeczywistość”.

Na dowód, autor przytacza m. in. sprawę prezesa Sądu Rejonowego w Toruniu, Zbigniewa Wielkanowskiego, który „regularnie bawił się przy wódce z szefem lokalnego gangu” (…),.a jego proces zakończyło skandaliczne umorzenie”.

Zakwestionowanie wyroku sądu bez wnikania w jego uzasadnienie, to zapewne przejaw środowiskowej, fałszywie pojętej solidarności z koleżanką po fachu Anną Marszałek, która w 2000 roku razem z Bertoldem Kittelem opublikowała w Rzeczpospolitej artykuł p.t. „Sędzia do wynajęcia” o powiązaniach Zbigniewa Wielkanowskiego z szefem miejscowego gangu. Jakby na zawołanie, od razu zostało wszczęte dochodzenie prokuratorskie. Za tę publikację autorzy dostali Watergate – prestiżową nagrodę SDP.

Wielkanowski przez siedem lat nie miał prawa założenia togi sędziowskiej. Dopiero w tym roku mocą wyroku Sądu Apelacyjnego a wcześniej Sądu Okręgowego został uniewinniony z głównych zarzutów. Redakcja Rzeczpospolitej została zobowiązana do przeproszenia sędziego za oszczerstwo. „Pozwani dziennikarze nie przedstawili właściwie żadnych dowodów” – stwierdzono w uzasadnieniu wyroku.

Trudno, aby nie wiedział o tym naczelny Gazety Polskiej, nie raz zasiadający z Anną Marszałek w prezydium w czasie dysput (na przykład o dziennikarstwie śledczym) organizowanych przez Centrum Monitoringu Prasy. A mimo to dopuścił, aby w czołowej publikacji Gazety toruński sędzia został ponownie zniesławiony:

(czytaj dalej)



 
Image

 
Image
Profesjonalne statystyki www